Mam tak samo jak Wy (?) – czyli rzecz o przedsiębiorcach

Z uwagi na zbliżającą się uchwałę Sądu Najwyższego (nowy termin jej podjęcia to 13 kwietnia 2021 r.) we wszystkich niemal mediach pojawiają się wzmianki o możliwej sytuacji kredytobiorców oraz banków, gdy już opadnie kurtyna i będzie wiadomo, jak do poszczególnych aspektów spraw będą podchodzić składy orzekające w sądach. W powszechnej opinii temat „frankowiczów” (z mniejszym akcentowaniem innych walut rozliczeniowych przy kredytach) to problem (ekonomiczny – z uwagi na osłabienie złotego) ludzi, którzy wiele lat temu wzięli w bankach kredyt mieszkaniowy (hipoteczny) denominowany lub indeksowany w walucie szwajcarskiej (ale nie tylko – sporą grupą były kredyty udzielone z wykorzystaniem euro). Czyli, definiując to prawniczo, to spór tysięcy konsumentów jako kredytobiorców z bankami jako kredytodawcami. Nie jest to jednak wyczerpująca definicja. W polskim sektorze bankowym kredytobiorcami, którym udzielono kredytów denominowanych albo indeksowanych w walutach obcych, byli również przedsiębiorcy – osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą jednoosobowo lub w formie spółki cywilnej, a także podmioty prawa handlowego. Czy sytuacja takich osób w relacji z bankami jest identyczna jak sytuacja konsumentów? Niestety dla nich – nie. Swoista „puszka Pandory” dla banków, czyli spór pomiędzy bankiem a Państwem Dziubak, gdzie wyrok wydał Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, była to sprawa oparta na kanwie stosowania Dyrektywy 93/13/EWG – dotyczącej nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich. W kontekście umów kredytu zawieranych przez przedsiębiorców nie może mieć zastosowania również regulacja art. 3851 kodeksu cywilnego, definiująca niedozwolone postanowienia umowne (a więc klauzule abuzywne) jako postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nieuzgodnione indywidualnie. Czy to oznacza, że przedsiębiorcy nie mają szans na wygranie w sądzie z bankiem (w sprawie o zapłatę lub o stwierdzenie nieważności umowy kredytu)? Na całe dla nich szczęście takie szanse są. Jednakże spór taki wymaga zupełnie innego podejścia pod kątem prawnym i innego postępowania dowodowego.

W sytuacjach, gdy dany kredytobiorca (ale także np. małżeństwa wspólnie prowadzący działalność gospodarczą) nabywał nieruchomość zarówno dla celów mieszkaniowych, jak i w celu prowadzenia równocześnie działalności gospodarczej, z sukcesem można wykazać, że taka osoba (osoby) dalej ma (mają) status „konsumenta” na potrzeby stosowania wyżej wskazanych podstaw prawnych, które chronią właśnie konsumentów (a także stosowania innych ustawowych „udogodnień” – innego terminu przedawnienia, innej opłaty sądowej). Odnieśmy się jednak do sytuacji skrajnej – przedsiębiorcy (przedsiębiorców) jako strony umowy o kredyt denominowany (indeksowany) w walucie obcej, gdzie kredyt ten dotyczył wyłącznie nabycia nieruchomości „komercyjnej” – przeznaczonej wyłącznie na prowadzenie działalności gospodarczej. Istotnym orzeczeniem dla takich sytuacji stał się wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie XXVI Wydział Gospodarczy z dnia 21 grudnia 2020 r. (sygn. akt: XXVI GC 586/20). Podstawą ku uznaniu nieważności umowy kredytu zawartej przez strony tego procesu (dające możliwość skutecznego dochodzenia zapłaty) była, zgodnie z uzasadnieniem, „sprzeczności z naturą tego stosunku prawnego oraz zasadami współżycia społecznego”.  Pierwsza część tego stwierdzenia – „sprzeczność z naturą stosunku prawnego” dotyczy odejścia w praktyce pozwanego banku od podkreślonej przez sąd zasady, że „właściwym i zgodnym z naturą umowy kredytu waloryzowanego kursem do stosowania przy przeliczaniu uiszczanych rat jest kurs kupna, a nie sprzedaży, czyli odwrotnie jak jest to wskazane w przedmiotowej umowie”. Dowiedziony został fakt, że „rodzaje kursów przeliczenia kwoty kredytu i rat kapitałowo-odsetkowych specjalnie zostały przez bank wskazane odwrotnie niż wynikałoby to z właściwości stosunku prawnego i ekonomicznego znaczenia dokonywanych przeliczeń. Narzucone przez bank kursy miały bowiem na celu zmaksymalizowanie zysków banku na tzw. „spreadach” (różnicy między kursem sprzedaży i kursem kupna), a także pozwalały bankom na całkowite zniwelowanie ryzyka walutowego związanego z udzielanymi kredytami waloryzowanymi do walut obcych”. Co więcej, całe ryzyko wahań kursowych ponosili wyłącznie kredytobiorcy, gdyż bank przed takimi sytuacjami zabezpieczył się w drodze „zamkniętych opcji walutowych”. Powyższe w ocenie sądu świadczyło z kolei o „sprzeczności z zasadami współżycia społecznego przedmiotowej umowy kredytu, a dokładnie z zasadą lojalności wobec swoich kontrahentów”. Jak bowiem zauważył słusznie  Sąd (w oparciu o szereg regulacji), bank jako posiadacz statusu instytucji zaufania publicznego, nadużył tej pozycji. Skutkiem zaś „sprzeczności umowy kredytu z naturą stosunku oraz zasadami współżycia społecznego jest jej nieważność, zgodnie z art. 58 § 1 i 2 k.c.”. Dodatkowo, Sąd Okręgowy w Warszawie dokonał analizy umowy kredytu pod kątem uznania go za instrument finansowy o charakterze „swapa walutowo-procentowego” (CIRS), który to wiązać się winien z określonymi obowiązkami informacyjnymi. Również tutaj przyznał rację powodom, stwierdzając, że „pozwany Bank zawierając z powodami umowę kredytu o opisanej w niniejszym uzasadnieniu treści dokonał czynności prawnej mającej na celu obejście ustawy, albowiem zawarł w umowie kredytu instrument finansowy, nie wskazując tego wprost w umowie. Ponieważ to materialnoprawne skutki umowy mają znaczenie dla oceny jej ważności, Sąd stwierdził, że przedmiotowa umowa kredytu waloryzowanego była w rzeczywistości umową kredytu złotówkowego z wbudowanym instrumentem pochodnym CIRS.” Bank z owych obowiązków informacyjnych się w żadnej mierze nie wywiązał –  „nie poinformował Kredytobiorców o fakcie zawarcia w umowie instrumentu finansowego, a tym bardziej nie przedstawił w sposób rzetelny ryzyka walutowego powiązanego z umową”. Taką wadliwość postępowania banku stanowiła „nie tylko o sprzeczności umowy z ustawą, ale również z zasadami współżycia społecznego, tj. lojalnością i uczciwością wobec swoich kontrahentów”. Sąd w efekcie uznał całość umowy (nie tylko w zakresie powyższych postanowień) za nieważną, rozstrzygając o rozliczeniu pomiędzy stronami (gdzie, co ciekawe, stanął w opozycji do „teorii dwóch kondykcji”, jednakże takie stanowisko wkrótce – po uchwale SN z lutego i tej kwietniowej – może mieć walor jedynie ciekawostki historycznej).

Warto przy tym wskazać, że wyrok z 21 grudnia 2021 r. nie jest rewolucyjny, gdyż już wcześniej Sąd Okręgowy w Warszawie stawał po stronie kredytobiorców-przedsiębiorców (jak chociażby w wyroku z 30 października 2018 r., sygn. akt XXIII Ga 986/18, w którego uzasadnieniu stwierdził, że choć „pozwany jest przedsiębiorcą, zatem nie może powoływać się na abuzywność klauzul umownych (zarzuty dotyczące naruszenia art. 385 1 k.c. były zatem oczywiście bezzasadne), niemniej jednak – w ocenie Sądu Okręgowego – nic nie stoi na przeszkodzie, aby w wyniku ustalonej i wykazanej w tej sprawie nierównowagi stron uznać, iż zapis umowy jest nieważny.”), jednakże z uwagi na obszerności i wielowątkowość argumentacji, stanowi istotne wsparcie dla prowadzenia przyszłych procesów.

Jak zatem z powyższego wynika, również dla przedsiębiorców otwarta jest droga do skutecznego dochodzenia roszczeń wobec banków. Nie będzie to „autostrada” (na jaką zapowiadają się procesy kredytobiorców-konsumentów przeciw bankom), ale również do podobnego celu może doprowadzić. Wracając zatem do tytułu, będącego parafrazą słów „Snu o Warszawie” Czesława Niemena i Marka Gaszyńskiego, również przedsiębiorcy mogą mieć finalnie „tak samo” jak posiadacze kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich czy euro.